sobota, 29 czerwca 2013

Rozdział 4. „Wiem jak było. Pamiętam chwile nie sny, a to czym żyję to doświadczenie nie łzy.”



  Życzę wszystkim udanych wakacji! :) :* / Ola.
_____________________________________________________________________


Od „pojednania się” z Mario minął już tydzień. Zaczęliśmy się częściej spotykać. Ja w tym czasie kupiłam też samochód, aby nie być od nikogo uzależnionym. Odpowiedziałam na kilka wywiadów i szef jest ze mnie zadowolony. Czego chcieć więcej. Dzisiaj znów idę na trening chłopaków.
-Hej wam. – powiedziałam, kiedy wchodziłam na murawę.
-Cześć – odpowiedzieli chórem
Po chwili podbiegł do mnie Mario
-Julia, w kinach grają teraz świetną amerykańską komedię. Może chcesz wybrać się ze mną ?
-Mam dzisiaj dosyć dużo pracy, ale chwila relaksu mi się przyda.
-To o 16.00 przyjadę po ciebie. – uśmiechnął się
-Ok.

Byłam jeszcze chwilę na stadionie i pojechałam do domu. Przygotowałam się na wyjście do kina i równo o 16.00 Mario już na mnie czekał.
-Hej, ślicznie wyglądasz. – powiedział kiedy wsiadałam do samochodu.
-Nie przesadzaj, ale dziękuje. – uśmiechnęłam się

Na komedii strasznie się uśmiałam. Później pojechaliśmy do Marco, ponieważ przygotował kolację.
-Nie wierzę, że sam to wszystko przygotowałeś. – powiedziałam, kiedy siedziałam już przy stole pełnym smacznie wyglądających potraw. – Lepiej się przyznaj
-Przysięgam na własną matkę, wszystko zrobiłem sam. – usiadł i nalał mi wina
-Niech ci będzie – wyszczerzyłam się do niego

Zaczęliśmy jeść. Jedzenie wyglądało i smakowało wyśmienicie. Kiedy już się obżarłam Mario zaczął przygotowywać kompot.

-Co ty tam jeszcze pichcisz ? – wstałam i podeszłam do niego
-Kompot z rabarbaru i truskawek. Proszę – nalał do szklanki i podał mi. Wzięłam małego łyczka
-Mmm, pyszne. Ale kompotu mojej mamy i tak nie przebijesz. – zaśmiałam się.
Mario stanął koło mnie i w pewnym momencie spotkaliśmy się wzrokiem. Nasze usta prawie się zetknęły.
-Przepraszam, muszę już iść.
-Ale dlaczego ? Coś zrobiłem źle ?
-Nie, po prostu jest już strasznie późno i… mam jutro dużo pracy – szybko wymyśliłam jakieś kłamstwo.
-Poczekaj zamówię Ci taksówkę. – zatrzymał mnie kiedy akurat wychodziłam z jego domu
-Nie trzeba. Przejdę się.
-Ale jest już późno będę się o ciebie martwił.
-Nie trzeba, poradzę sobie. Zresztą mieszkam tylko niecałe 10 minut drogi stąd. Jak będę w domu, napiszę sms. Ok. ?
-No dobra, jak chcesz. – przytulił mnie na pożegnanie

Długo o tym myślałam. Mario oczekuje czegoś więcej, ale ja nie mogę mu niczego dać. Niedługo wszystko się wyda.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 3. „Najprostsze myśli formułowane są w najbardziej skomplikowany sposób.”



Przez kilka dni nie chodziłam na treningi. Pracowałam w domu. Miałam już za sobą bardzo udany wywiad z jedną z niemieckich, sportowych gazet. Dzisiaj jednak musiałam stawić się na stadionie, ponieważ potrzebowałam zgody i podpisów pana Jurgena i chłopaków. Wstałam rano, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i zjadłam śniadanie. Około 10.00 byłam już na Idunie.

-Dzień dobry – weszłam i uśmiechnęłam się do pana Kloppa
-Dzień dobry Julio. Dawno cię nie widziałem.
-Pracowałam w domu i nie miałam zbytnio czasu, aby przyjeżdżać na stadion. Ale dzisiaj potrzebuję kilku podpisów.
-Ok., to pokaż co tam masz. – Pan Klopp wziął długopis i podpisał wszystkie dokumenty, później po kolei podpisywali piłkarze.

Kiedy akurat oparłam się o trybuny zaczął wołać mnie Kuba.
-Ej Julia! Podaj piłkę. – piłka leżała niedaleko mnie, a nawet jej nie zauważyłam. Kopnęłam z całej siły i… uderzyła prosto w twarz Mario.
-O kurwa. – powiedziałam cicho pod nosem, ponieważ nie zrobiłam tego specjalnie. Podbiegłam do niego szybko.
-Nic ci się nie stało ?
-Nie wytrzymam, już nawet na mnie zamachy zaczęłaś robić.
-Ale to nie było specjalnie, po prostu akurat tak stałeś, że piłka uderzyła w ciebie.
-Tego to już ci nie podaruje. Trenerze, widzisz co ona mi zrobiła ? Przecież będę miał siniaka – powiedział Mario i zwrócił się do pana Jurgena, a wszyscy chłopacy leżeli na murawie i lali ze śmiechu.
-Ty już Mario lepiej cicho bądź. Jeszcze oskarżasz Bogu winną dziewczynę. – powiedział trener i zaśmiał się
-Ale będę miał jakieś wielkie limo pod okiem i co wtedy ? Jak ja wyjdę na murawę ?
-Hahaha, no teraz to mnie rozbawiłeś. Jeśli chcesz to mogę Ci pożyczyć jakiś podkład i błyszczyk do ust. Co ty na to ? – powiedziałam i nie mogłam wytrzymać ze śmiechu.
-A weźcie zamknijcie się wszyscy – Mario poszedł po piłkę jak jakiś obrażony gówniarz, a ja z chłopakami nie mogliśmy wytrzymać ze śmiechu.
-Dobra to ja już pójdę. Do widzenia – powiedziałam i wyszłam z Iduny. Za mną wybiegł Marco
-Julka! Może pójdziesz z nami dzisiaj do klubu ?
-Wy to tylko imprezujecie – zaśmiałam się  - ale pójdę bardzo chętnie
-No to super. Przyjadę po ciebie z Mario o 19.00, ok. ?
-Z Mario ? Ale przecież on mnie nie lubi, więc mogę przyjechać taksówką
-A przestań. Polubicie się. Mario po prostu taki jest. Zbyt przewrażliwiony i nie lubi jak ktoś powie mu prawdę.
-Ok., jak już chcecie. To do zobaczenia. – westchnęłam
-Do zobaczenia – odpowiedział Marco i wrócił na stadion

Zadzwoniłam po taksówkę, a kiedy byłam już w domu powoli zaczęłam się przygotowywać.

Równo o 19.00 Marco i Mario przyjechali po mnie. Całą drogę rozmawiałam tylko z Marco. Kiedy byliśmy już pod klubem od razu ruszyłam do wejścia.
-Zaczekajcie chwilkę. Najpierw musicie się pogodzić, bo zachowujecie się jak dzieci. – ja i Mario staliśmy z założonymi rękoma i patrzyliśmy błagalnie na Marco
-Ale my nawet nie jesteśmy pokłóceni… - skwitowałam
-Ej, ej, nie tak szybko. W tym momencie macie się pogodzić, bo inaczej zamknę was w samochodzie i będzie siedzieć tam całą noc. – pogroził nam Marco
-Dobra, niech ci będzie… - powiedział Mario – przepraszam za to, że na dzisiejszym treningu zachowałem się jak ostatni dureń i że od początku nie byłem zbyt miły.
-Właściwie to ja powinnam cię przeprosić, bo niepotrzebnie wtedy na ciebie naskoczyłam, a z tą piłką to serio nie było specjalnie… - uśmiechnęłam się
-To co ? Uścisk na zgodę ? – zapytał Mario i przytuliliśmy się
-Ok., to teraz na zgodę trzeba wypić drinka. – powiedziałam i wspólnie poszliśmy do baru. Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Mario okazał się być bardzo w porządku, a nie tak jak dotychczas sądziłam. Nawet go polubiłam.

piątek, 21 czerwca 2013

Rozdział 2. „Chłopaku, możesz mieć stado łatwych, a tylko jedną skomplikowaną.”



 Odwróciłam się i zobaczyłam Roberta, Marco, Mario, Łukasza i Kubę.
-Julka chodź podwieziemy cię – powiedział Łukasz 
-Nie będę wam robić kłopotu, chętnie się przejdę
-A tam przestań.

Chłopacy w końcu przekonali mnie. Jechałam razem z Łukaszem i Marco.
-Może chciałabyś wybrać się z nami dzisiaj do klubu ? – zapytał Łukasz
-Właściwie czemu nie. I tak nie mam zbytnio co robić.
-No to świetnie. Jesteśmy umówieni. Przyjedziemy po ciebie o 19.30 z Ewą.
-Nie musicie, przecież sama trafię.
-Dla nas to czysta przyjemność i tak mieszkamy niedaleko ciebie, więc jest nam po drodze.

Po około 20 minutach drogi byłam już w domu. Zaczęłam przygotowywać się na imprezę. Ubrałam czarną sukienkę z baskinką, żółte szpilki, a do tego dobrałam żółtą kopertówkę. Włosy rozczesałam i lekko polokowałam lokówką, a oczy pomalowałam delikatnym beżowym cieniem, zrobiłam kreski eye-linerem i potuszowałam rzęsy, usta pomalowałam szminką w odcieniu nude. Zgodnie z umową o 19.30 Łukasz i Ewa czekali już na mnie pod blokiem. Wyszłam i przedstawiłam się Ewie. Całą drogę rozmawiałyśmy. Zajechaliśmy też po Mario. Wiedziałam, że z nim za szybko się nie polubię. Po prostu coś mnie od niego odpychało. Kiedy byliśmy już w klubie cały czas rozmawiałam z Ewą i Agatą – żoną Kuby. Zaprzyjaźniłyśmy się. Wypiłyśmy kilka mojito, a ja zobaczyłam Mario najpierw z jakąś blondynką, z którą się obściskiwał, a za godzinę całował się już z jakąś brunetką. Nienawidzę takich ludzi jak on. Po jakimś czasie dosiadł się do naszej loży i zaczęliśmy rozmawiać.
-Juleczka, a może zatańczysz ze mną ? – zapytał mnie Mario z tym swoim cwaniackim uśmieszkiem
-Mam być twoją kolejną zabawką na dzisiejszej imprezie ? – zapytałam z lekką ironią
-Ej, co cię ugryzło ?
-Po prostu żal mi tych wszystkich dziewczyn z którymi się obściskujesz.
-Ja tylko chciałem zaprosić się do tańca, a ty mi prawisz jakieś kazania.
-Nie ja po prostu jestem szczera i mówię to co myślę – dodałam z uśmiechem i poszłam po kolejne mojito.

Później tańczyłam z jakimś chłopakiem, nawet nie pamiętam jak miał na imię, ponieważ trochę się napiłam i zaliczyłam zgona. Nawet nie wiem jak znalazłam się w swoim mieszkaniu. Rano wstałam i wzięłam tabletki, ponieważ strasznie bolała mnie głowa. Nawet nie miałam ochoty nic jeść, więc od razu pojechałam na Idunę. Przywitałam się z trenerem i chłopakami.
-O proszę nasza obrażalska przyszła – powiedział Marco i uśmiechnął się do mnie szyderczo
-Obrażalska ? Dobre stwierdzenie jak na dziesięciolatka – odpowiedziałam i wróciłam do swojej pracy, czyli przygotowywałam się na wywiad z jedną z niemieckich gazet.
-Haha, ale Ci pojechała. Już cię lubię Julka! – powiedział Robert przybijając mi żółwika
-Tsaa. Drugi dzień pracy a jak się rządzi i nawet ma swoje zdanie – skomentował Marco
-Niestety, tak bywa w moim zawodzie, chłopczyku. – powiedziałam i nie odrywałam wzroku od kartki.
-Naprawdę aż tak mnie nie lubisz ?
-A czy ja powiedziałam, że cię nie lubię ? Ja po prostu nie lubię ludzi z takim charakterem jak ty. Czyli totalni egoiści, którzy myślą, że są pępkiem świata. – powiedziałam z uśmiechem.
-I kto tu jest egoistą ? A zresztą po co ja z tobą gadam. Jesteś… a szkoda gadać.
-No jaka jestem ? Proszę powiedz, jestem otwarta na krytykę.
-Uważasz się na nie wiadomo kogo, a krytykujesz mnie, może najpierw spójrz na siebie.  
-O jejciu, przepraszam. Obraziłam jakąś tanią gwiazdkę sportu. Tak mi przykro, że aż wcale - teraz już wiedziałam, że nie dam za wygraną i powiem mu wszystko co o nim myślę – I lepiej idź biegaj za piłeczką pajacu.
-No teraz to mnie rozbawiłaś. Pani bezkrytyczna. Gdybyś była facetem to byś miała niezły wpierdol, ale masz szczęście.
-Naprawdę, tak się boję. I lepiej idź popraw sobie makijaż.
-Ej dobra, dajcie już spokój. – powiedział Łukasz. 
-Zachowujecie się jak dzieci – dodał Marco

Nie skomentowałam tego. Wyszłam ze stadionu i zamówiłam taksówkę.

wtorek, 18 czerwca 2013

Rozdział 1. „Nie rezygnuj z marzeń. Nigdy nie wiesz, kiedy okażą się potrzebne”


I oto pierwszy rozdział. Trochę krótki, ponieważ to na razie małe wprowadzenie. Nie wiem czy w ogóle ktoś to będzie czytał i czy komuś spodobają się moje "wypociny", ale jednak zaryzykuję.

Dzisiaj wieczorem wylatuje do Dortmundu. Chcę spełnić swoje najskrytsze marzenia, czyli studiowanie dziennikarstwa na Uniwersytecie Dortmundzkim. Papiery złożyłam już miesiąc wcześniej na studia zaoczne. Musiałam pożegnać się z rodziną i przyjaciółmi. Będę za nimi strasznie tęsknić. O 18.00 miałam wylot. Lot minął bardzo spokojnie. Kiedy weszłam już do swojego nowego mieszkania od razu walnęłam się na łóżko i nawet nie wiem kiedy zasnęłam. Rano pomknęłam na Uniwersytet. Miałam mieć pierwsze zajęcia. Po zajęciach poszłam na obiad. Kiedy przeglądałam gazetę zobaczyłam ofertę pracy: „Poszukujemy dziennikarza bądź dziennikarki, którzy specjalizują się w dziennikarstwie sportowym. Zainteresowanych prosimy o zgłoszenie się pod numer telefonu…”. Od razu zadzwoniłam i umówiłam się na spotkanie na godzinę 17.00.  Poszłam trochę wcześniej i równo o 17.00 weszłam do gabinetu. Był to szef BVB.
-Dzień dobry. Mam na imię Julia Wojciechowska i byłam umówiona na spotkanie – powiedziałam i przedstawiłam się  
-Dzień dobry. Tak, tak, pamiętam. Proszę usiąść. Ma pani przy sobie swoje CV ? – zapytał się mnie i okazałam się bardzo miły. 
-Tak, oczywiście. Proszę. – wyjęłam z torebki teczkę i podałam mu do rąk.  
-Hmm, ma pani bardzo dobre CV. Zaczęła pani studia dziennikarskie. Zna pani angielski i niemiecki. Nawet pracowała już pani w takim zawodzie.
–Tak, ale pracowałam dosyć krótko ponieważ byłam tylko w zastępstwie.   
–Dobrze, dostaje pani tą pracę. Jest pani jedyną osobą, która ma aż tak dobre CV. Będzie pani zarabiać 3000 tysiące euro miesięcznie. Oczywiście rozumiem, że pani studiuje, więc będzie mogła pani się zwalniać wcześniej z pracy. W ciągu roku ma pani do wykorzystania 12 tygodni urlopu. Czy zgadza się pani na takie warunki ?  
-Oczywiście. Bardzo dziękuje. 
–Proszę podpisać tu i tu – pan podał mi do ręki dwa papiery.
– Niech zjawi się pani jutro o 10.00 rano. Chłopcy mają trening i pozna ich pani.                                 –Dobrze. Dziękuje. Dowidzenia. – powiedziałam z uśmiechem i wyszłam z gabinetu

Po spotkaniu poszłam do mieszkania. Weszłam na skype i porozmawiałam trochę z rodzicami i rodzeństwem. Później obejrzałam jakiś film i poszłam spać. Wstałam o 7.30. Zrobiłam sobie śniadanie, wykąpałam się i poszłam na stadion Iduny. Kiedy weszłam do środka od razu przywitał mnie trener, czyli pan Jurgen Klopp.
-Dzień dobry. Nazywam się Julia Wojciechowska i .. – pan Klopp nie pozwolił mi dokończyć zdania
-Tak wiem. Szef już mi wszystko powiedział. Poczekaj zawołam chłopaków. – powiedział pan Klopp i zawołał wszystkich piłkarzy.
-To jest pani Julia Wojciechowska i od dzisiaj będzie z nami pracować.
-O nie tylko nie pani. Mówcie mi Julia. – powiedziałam z uśmiechem, a wszyscy piłkarze po kolei zaczęli mi się przedstawiać.
-Dobra panowie. Na dzisiaj koniec. Do zobaczenia jutro.
-Dowidzenia trenerze – opowiedzieli chórem i ze stadionu pomaszerowali do szatni
-Mam nadzieję, że nie przestraszyłaś się naszych chłopców ? – zapytał z uśmiechem pan Jurgen
-Nie są aż tacy straszni. – odpowiedziałam i oboje zaczęliśmy się śmiać
-W takim razie widzimy się na jutrzejszym treningu. Dowidzenia – powiedział pan Klopp kiedy wychodziliśmy ze stadionu.

Kiedy oddaliłam się już kilka metrów od wyjścia ze stadionu usłyszałam, że ktoś mnie woła.




Stadion Signal Iduna Park: