poniedziałek, 24 czerwca 2013

Rozdział 3. „Najprostsze myśli formułowane są w najbardziej skomplikowany sposób.”



Przez kilka dni nie chodziłam na treningi. Pracowałam w domu. Miałam już za sobą bardzo udany wywiad z jedną z niemieckich, sportowych gazet. Dzisiaj jednak musiałam stawić się na stadionie, ponieważ potrzebowałam zgody i podpisów pana Jurgena i chłopaków. Wstałam rano, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i zjadłam śniadanie. Około 10.00 byłam już na Idunie.

-Dzień dobry – weszłam i uśmiechnęłam się do pana Kloppa
-Dzień dobry Julio. Dawno cię nie widziałem.
-Pracowałam w domu i nie miałam zbytnio czasu, aby przyjeżdżać na stadion. Ale dzisiaj potrzebuję kilku podpisów.
-Ok., to pokaż co tam masz. – Pan Klopp wziął długopis i podpisał wszystkie dokumenty, później po kolei podpisywali piłkarze.

Kiedy akurat oparłam się o trybuny zaczął wołać mnie Kuba.
-Ej Julia! Podaj piłkę. – piłka leżała niedaleko mnie, a nawet jej nie zauważyłam. Kopnęłam z całej siły i… uderzyła prosto w twarz Mario.
-O kurwa. – powiedziałam cicho pod nosem, ponieważ nie zrobiłam tego specjalnie. Podbiegłam do niego szybko.
-Nic ci się nie stało ?
-Nie wytrzymam, już nawet na mnie zamachy zaczęłaś robić.
-Ale to nie było specjalnie, po prostu akurat tak stałeś, że piłka uderzyła w ciebie.
-Tego to już ci nie podaruje. Trenerze, widzisz co ona mi zrobiła ? Przecież będę miał siniaka – powiedział Mario i zwrócił się do pana Jurgena, a wszyscy chłopacy leżeli na murawie i lali ze śmiechu.
-Ty już Mario lepiej cicho bądź. Jeszcze oskarżasz Bogu winną dziewczynę. – powiedział trener i zaśmiał się
-Ale będę miał jakieś wielkie limo pod okiem i co wtedy ? Jak ja wyjdę na murawę ?
-Hahaha, no teraz to mnie rozbawiłeś. Jeśli chcesz to mogę Ci pożyczyć jakiś podkład i błyszczyk do ust. Co ty na to ? – powiedziałam i nie mogłam wytrzymać ze śmiechu.
-A weźcie zamknijcie się wszyscy – Mario poszedł po piłkę jak jakiś obrażony gówniarz, a ja z chłopakami nie mogliśmy wytrzymać ze śmiechu.
-Dobra to ja już pójdę. Do widzenia – powiedziałam i wyszłam z Iduny. Za mną wybiegł Marco
-Julka! Może pójdziesz z nami dzisiaj do klubu ?
-Wy to tylko imprezujecie – zaśmiałam się  - ale pójdę bardzo chętnie
-No to super. Przyjadę po ciebie z Mario o 19.00, ok. ?
-Z Mario ? Ale przecież on mnie nie lubi, więc mogę przyjechać taksówką
-A przestań. Polubicie się. Mario po prostu taki jest. Zbyt przewrażliwiony i nie lubi jak ktoś powie mu prawdę.
-Ok., jak już chcecie. To do zobaczenia. – westchnęłam
-Do zobaczenia – odpowiedział Marco i wrócił na stadion

Zadzwoniłam po taksówkę, a kiedy byłam już w domu powoli zaczęłam się przygotowywać.

Równo o 19.00 Marco i Mario przyjechali po mnie. Całą drogę rozmawiałam tylko z Marco. Kiedy byliśmy już pod klubem od razu ruszyłam do wejścia.
-Zaczekajcie chwilkę. Najpierw musicie się pogodzić, bo zachowujecie się jak dzieci. – ja i Mario staliśmy z założonymi rękoma i patrzyliśmy błagalnie na Marco
-Ale my nawet nie jesteśmy pokłóceni… - skwitowałam
-Ej, ej, nie tak szybko. W tym momencie macie się pogodzić, bo inaczej zamknę was w samochodzie i będzie siedzieć tam całą noc. – pogroził nam Marco
-Dobra, niech ci będzie… - powiedział Mario – przepraszam za to, że na dzisiejszym treningu zachowałem się jak ostatni dureń i że od początku nie byłem zbyt miły.
-Właściwie to ja powinnam cię przeprosić, bo niepotrzebnie wtedy na ciebie naskoczyłam, a z tą piłką to serio nie było specjalnie… - uśmiechnęłam się
-To co ? Uścisk na zgodę ? – zapytał Mario i przytuliliśmy się
-Ok., to teraz na zgodę trzeba wypić drinka. – powiedziałam i wspólnie poszliśmy do baru. Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Mario okazał się być bardzo w porządku, a nie tak jak dotychczas sądziłam. Nawet go polubiłam.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz