Przez kilka dni nie
chodziłam na treningi. Pracowałam w domu. Miałam już za sobą bardzo udany
wywiad z jedną z niemieckich, sportowych gazet. Dzisiaj jednak musiałam stawić
się na stadionie, ponieważ potrzebowałam zgody i podpisów pana Jurgena i
chłopaków. Wstałam rano, wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i zjadłam
śniadanie. Około 10.00 byłam już na Idunie.
-Dzień dobry – weszłam i
uśmiechnęłam się do pana Kloppa
-Dzień dobry Julio. Dawno
cię nie widziałem.
-Pracowałam w domu i nie
miałam zbytnio czasu, aby przyjeżdżać na stadion. Ale dzisiaj potrzebuję kilku
podpisów.
-Ok., to pokaż co tam
masz. – Pan Klopp wziął długopis i podpisał wszystkie dokumenty, później po
kolei podpisywali piłkarze.
Kiedy akurat oparłam się
o trybuny zaczął wołać mnie Kuba.
-Ej Julia! Podaj piłkę. –
piłka leżała niedaleko mnie, a nawet jej nie zauważyłam. Kopnęłam z całej siły
i… uderzyła prosto w twarz Mario.
-O kurwa. – powiedziałam
cicho pod nosem, ponieważ nie zrobiłam tego specjalnie. Podbiegłam do niego
szybko.
-Nic ci się nie stało ?
-Nie wytrzymam, już nawet
na mnie zamachy zaczęłaś robić.
-Ale to nie było
specjalnie, po prostu akurat tak stałeś, że piłka uderzyła w ciebie.
-Tego to już ci nie
podaruje. Trenerze, widzisz co ona mi zrobiła ? Przecież będę miał siniaka –
powiedział Mario i zwrócił się do pana Jurgena, a wszyscy chłopacy leżeli na
murawie i lali ze śmiechu.
-Ty już Mario lepiej
cicho bądź. Jeszcze oskarżasz Bogu winną dziewczynę. – powiedział trener i
zaśmiał się
-Ale będę miał jakieś
wielkie limo pod okiem i co wtedy ? Jak ja wyjdę na murawę ?
-Hahaha, no teraz to mnie
rozbawiłeś. Jeśli chcesz to mogę Ci pożyczyć jakiś podkład i błyszczyk do ust.
Co ty na to ? – powiedziałam i nie mogłam wytrzymać ze śmiechu.
-A weźcie zamknijcie się
wszyscy – Mario poszedł po piłkę jak jakiś obrażony gówniarz, a ja z chłopakami
nie mogliśmy wytrzymać ze śmiechu.
-Dobra to ja już pójdę.
Do widzenia – powiedziałam i wyszłam z Iduny. Za mną wybiegł Marco
-Julka! Może pójdziesz z
nami dzisiaj do klubu ?
-Wy to tylko imprezujecie
– zaśmiałam się - ale pójdę bardzo
chętnie
-No to super. Przyjadę po
ciebie z Mario o 19.00, ok. ?
-Z Mario ? Ale przecież
on mnie nie lubi, więc mogę przyjechać taksówką
-A przestań. Polubicie
się. Mario po prostu taki jest. Zbyt przewrażliwiony i nie lubi jak ktoś powie
mu prawdę.
-Ok., jak już chcecie. To
do zobaczenia. – westchnęłam
-Do zobaczenia –
odpowiedział Marco i wrócił na stadion
Zadzwoniłam po taksówkę,
a kiedy byłam już w domu powoli zaczęłam się przygotowywać.
Równo o 19.00 Marco i Mario
przyjechali po mnie. Całą drogę rozmawiałam tylko z Marco. Kiedy byliśmy już
pod klubem od razu ruszyłam do wejścia.
-Zaczekajcie chwilkę.
Najpierw musicie się pogodzić, bo zachowujecie się jak dzieci. – ja i Mario
staliśmy z założonymi rękoma i patrzyliśmy błagalnie na Marco
-Ale my nawet nie
jesteśmy pokłóceni… - skwitowałam
-Ej, ej, nie tak szybko.
W tym momencie macie się pogodzić, bo inaczej zamknę was w samochodzie i
będzie siedzieć tam całą noc. – pogroził nam Marco
-Dobra, niech ci będzie… -
powiedział Mario – przepraszam za to, że na dzisiejszym treningu zachowałem się
jak ostatni dureń i że od początku nie byłem zbyt miły.
-Właściwie to ja powinnam
cię przeprosić, bo niepotrzebnie wtedy na ciebie naskoczyłam, a z tą piłką to
serio nie było specjalnie… - uśmiechnęłam się
-To co ? Uścisk na zgodę
? – zapytał Mario i przytuliliśmy się
-Ok., to teraz na zgodę trzeba wypić drinka. –
powiedziałam i wspólnie poszliśmy do baru. Usiedliśmy i zaczęliśmy rozmawiać. Mario
okazał się być bardzo w porządku, a nie tak jak dotychczas sądziłam. Nawet go
polubiłam.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz